sobota, 3 października 2026

Pentada 50 (3-7 września 2026) - Gad, duży owad, kawałek kory czy... obcy?

Od piątku Duch Gór dmuchał w naszą stronę silnym ciepłym wiatrem fenowym. Być może to właśnie taka okoliczność zmusiła nocnego stwora do obniżenia lotu i nieplanowego lądowania w Panamie? Trwał właśnie ostatni obchód, w celu przejrzenia wszystkich sieci już po zmroku. Załoga suchego obchodu odezwała się w radiu kierownika: ...Gosia, potrzebujemy pomocy, duży ptak zaplątany wysoko, Panama... To lelek...

 Zanim przejdzeimy do gwiazdy pentady, nakreślmy tło ptasie. Liczba obrączkowanych ptaków utrzymywała się na wysokim poziomie, napawając wszystkich radością, że ptakom jednak udał się sezon lęgowy. Czyże przybrały na sile tak bardzo, że wysunęły się na czołówkę tej pięciodniówki. Pierwiosnek zdetronizowany - to się zdarza, ale nieczęsto. Czeczotkom dla odmiany wiedzie się bardzo słabo. Po kilku kontrolach naszych ptaków z lat poprzednich zaobrączkowaliśmy pierwszą, także dorosłą czeczotkę. Brak przede wszystkim młodych czeczotek doprowadził do tego, że w totalu obozowym wyprzedziły je bogatki [czeczotka spadła na miejsce 7, a na miejsce 6 awansowała bogatka].


Zgodnie z przewidywaniami poprzedniej pentady na trzech kszykach nie poprzestaliśmy, zaobrączkowaliśmy dwa kolejne (przy jednym z nich Aga wykonała sprint w butospodniach przez naszą zatokę spod wacka do siewkowej - co za poświęcenie!). W sieci wpadł kolejny zimorodek i pliszka górska. Wciąż łapały się letnie ptaki: świerszczak, trzcinniczek, piecuszek czy cierniówka. A nawet pojedyncza dymówka.

No i wreszcie on - LELEK - 116 gatunek w historii obozu. 

 
Jak już wspomnieliśmy, na ostatnim dziennym obchodzie podniósł ciśnienie wszystkim w obozie oraz poza obozem, a szczególnie tym co tego popołudnia wyjechali do domów. Doczekaliśmy się 😀 Choć nigdy nie dał znaku swojej obecności, a może nigdy wcześniej go tu nie było? Znaleźliśmy go w drozdówce o nazwie Panama (każda duża sieć ma u nas nazwę geograficzną dzięki Smykowi (BSM)). Był niesamowity, pierwszy raz widziany z tak bliska przez wszystkich obecnych. Miękki i tajemniczy. Skrzyżowanie jerzyka z sową i... obcym, przez jego WIELKIE oczy. Po sprawnym zaobrączkowaniu i wypuszczeniu, podekscytowana załoga przeżywała jeszcze kilka godzin. Wszyscy się zastanawiali "dlaczego kozodój?"
 
🍄🍐🍄 

Z początkiem pentady Sonia (SLA) z nadmorską ekipą wyruszyła na północ, weekendowo kierownictwo przejęła kolejno Emi (EBR) i Gosia (GPT), a następnie Ola (OWA). Załogę pentady stanowili: Marysia, Julka, Maciek, Rafał, Hania (HSZ), Dominika, Daniel, Kwachu, Aga, Marcin, Piotrek, Kasia, Mateusz, Olek, Dorota, Krzysiek, Marcin i Rabuś.

Załoga SLA zostawiła w obozie przyjemny porządek, a kolejna zmiana kontynuowała prace remontowe i usprawnienia w obozie. Kwachu przyjechał w charakterze konserwatora i między innymi wymienił z GPT suszarkę na naczynia na nową... azjatycją, może chińską, może tajwańską... na pewno bambusową. Być może spełnia też wymogi, żeby zostać uznana za instrument muzyczny. Wózek na bagaże, drewno i wodę z rzeki chwilowo został przekształcony w rikszę bagażową. Taki downgrade... ale nie na długo, bo pęknięta część pojechała do spawania i wróci niebawem. 

Zawitała do nas też nowa technologia 📡 Spacery Rabusia już nie będą owiane tajemnicą, dostał lokalizator i Emi (EBR) dostaje alarm na telefonie, gdy Rabuś opuszcza strefę obozu 😎 I może od razu interweniować, gdy kręci się przy obcych miskach. Jak się okazało, można śledzić też działania załogi, gdy przy okazji wycieczki po zapas wody z rzeki, zleci się też wyprowadzenie Rabusia na spacerek 😁 

🍄 Rozpoczął się sezon na kozaki czerwone 🍄 Załoga raportuje, że nie nadąża ze zbieraniem i zjadaniem, po prostu strach iść w krzaki bez koszyka... a czasami nawet nie trzeba wychodzić z obozu. Nawet ustalono w niedzielę Dzień Kozaka Czerwonego 👢

       

Trzeba przyznać, ze załoga z soboty na niedzielę była dzielna. Pomimo zbliżającego się deszczu zdążyli rozpalić ognisko, zjeść jeszcze suche kiełbasy i serek. Tylko krzesełka zmokły, ale nazajutrz słonko wszystko osuszyło.


A na koniec "Rymy Agnieszki o fycolu"              

Fycolek, fycolek, tak na mnie wołają, 

Kolesie z innej sieci o mnie racji nie mają!

Fycolek, fycolek, to równy ptak,

Choć wyłamiesz mu z łatwością nogę lub bark!

A teraz wszyscy razeeeem!

Pamiętajcie, że jesteście ptakami, 

z najwyższej półki, yoooo! 

 

...i odlot kszyka





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecamy posta

Wrześniowe Kalibracje

Pod nieco zagadkowym tytułem opiszemy co ważnego dla światka obrączkarskiego wydarzyło się w pierwszych dniach września na Bukówce.

Popularne posty