środa, 16 grudnia 2020

Pentada 61 (28-31 paździenika, bez 1 listopada) - Buka jest kobietą

Nasz obozowy okręt wpłynął na nieprzemierzone dotąd morza końcówki października. Sieci smagają październikowe wiatry oraz niebieskie fale modraszek. Te ostatnie stały się już tak pewne, jak opadłe liście. Fycole odleciały - jesień już gotowa, kręcą się ostatni maruderzy. Nad głowami rano i wieczorem przelatuje szpaczy odrzutowiec, wyglądający jak powietrzna ławica ryb.

Od lat krążyły przepowiednie, że gdy grafik obozowy dotknie święta duchów i dyni, to Konrad wydrąży Bukę z cukinii. Jednak nie mieliśmy na stanie cukinii, tylko dynię oraz pewne treści do przekazania...

Cóż. Relację tę piszę już miesiąc po zwinięciu obozu, ale przecież należy się mu dobry finał. No i naszą kronikarską powinnością jest zakończenie sezonu, inaczej według bloga obóz cały czas nie będzie zamknięty, a duchy obozowe będą co jakiś czas nękać mnie i Hanię 😅

Zatem wróćmy jeszcze na chwilę na koniec października.

🍁🍂🍁🍂🍁🍂

61. pentada nie była pełna, w sumie była to tetrada, a może nawet triada. Odłowy prowadziliśmy przez całe dwa dni, trzeciego dnia zwijaliśmy sieci, a czwartego już się pakowaliśmy. Zaobrączkowaliśmy 180 ptaków z 17 gatunków. Tym razem wymienimy tylko pierwszą trójkę:

1) modraszka - 102

2) bogatka - 27

3) rudzik - 12

Na pożegnanie, gdy rozpoczęliśmy zwijanie sieci, zdążyło się złapać ostatnie stado 30 sikor 😉 Co ciekawe zmieniły się proporcje modraszek do bogatek. Do tej pory zawsze w sikorowych nalotach i nalocikach dominowały modraszki. Tym razem modrych wojowniczek było kilka, a resztę stanowiły bogatki. Poczuliśmy powiew zimy - bogatki miały pięknie wybarwione upierzenie, kojarzące się nam z zimą przy karmniku.

Droździki nadal odwiedzały sieci, ku uciesze nowo przybyłej załogi, zaobrączkowaliśmy kolejne 6 osobników 😊 Radosny Konrad narobił mi nadziei na włochatkę, ale okazało się, że to przez sowiarską przypowieść o kalamburach i droździku 😉 Z sów złapaliśmy tylko (i aż) piętnastą w sezonie uszatkę. 

28 października zaobrączkowaliśmy ostatniego w sezonie (i jedynego w pentadzie) pierwiosnka. Zdążyliśmy też skontrolować zeszłoroczną sójkę i dzięcioła dużego.

 

Podczas gdy zespół do zwijania sieci pod dowództwem HSZ szedł jak burza, zespół do kontroli sieci pod dowództwem GPT chodził na coraz krótsze obchody, aż w końcu sam zabrał się na demontaż ostatnich sieci. Ostatnim zaobrączkowanym ptakiem sezonu 2020 była modraszka.

 

Załoga [w końcu jakieś zmiany]: GPT dalej na funkcji kierowniczki, Kwachu, Emila (ale już tylko jeden dzień - została uwolniona z izolacji), Hania - HSZ, Konrad, Tosiu, Szymon M. oraz w dniu zwijania obozu jeszcze: Kacper i Ania z Krzysiem.

 
Załoga początku pentady

Załoga zamykająco-pakująca
 
Nim zabraliśmy się za pakowanie obozu zrobiliśmy ostatni obozowy deser 😋
Konrad zakupił gotowe ciasto francuskie, Hania przywiozła domowe uprażone jabłka i ugotowała budyń waniliowy, GPT umyła patelnię, Kwachu czuwał nad całością procesu powstawania deseru. Po przygotowaniu składników i półproduktów przystąpiliśmy do dzieła: na patelnię nałożyliśmy ciasto na papierze do pieczenia, następnie budyń, na budyń jabłka, a na wierzch paski z ciasta francuskiego oraz drobno posiekaną czekoladę deserową. Tak przygotowane ciasto postawiliśmy na rozgrzanej kozie (dokładnie na kratce do robienia grzanek z kozy). Po paru godzinach było gotowe i pyszne!
 
 
Wieczorami razem z Hanią oswajałyśmy szczura o imieniu Gaweł lub Gucio.

Nadajemy imię drugiemu szczurowi - Gaweł. Ustalamy, że Paweł, to ten płochliwy, którego mało kto widział, a Gaweł to ten, który wychodzi do nas gdy jesteśmy w namiocie.
(...) w międzyczasie HSZ i GPT zajęły się oswajaniem szczura Gawła, który ma drugie imię Gucio. Nęciły go grzaneczkami z oliwą, podgrzewanymi na kozie (jak na terenówkach w Miliczu). Trochę same tych grzanek podjadły. Szczur żeby zdobyć grzankę, musiał wejść na buta, a później na kolano Hani. Na kolano nie udało się wdrapać po śliskiej nogawce, ale próba się odbyła. (..) Wieczorem (...) były też zabawy z Guciem. Musiał znajdować smakołyki w różnych miejscach: na butach, przy butach, na nogawkach, na kolanach. Ostatniego dnia okazało się po co Guciowi tyle jedzenia...
 

.... otóż okazało się, że Gucio jest Gucią, a w kuchni pod szafką nie ma spiżarni, tylko małe szczurzątka! (zostały zabezpieczone, tak żeby mama je znalazła po naszym wyjeździe).
 

W piątek zwinęliśmy wszystkie sieci – ostatnia sieć została zdemontowana o 15:46 czasu lokalnego. Jeszcze za widna poszłam na ostatni obchód kontrolny, na którym nie było ptaków w sieciach, ani samych sieci, ani tyczek, ani odciągów, tylko wydeptane ścieżki. Zaliczyłam ostatnie w sezonie potknięcie się o korzeń i nabranie wody do butospodni. Zły humor tym spowodowany poprawiła mi obserwacja wielkiego stada szpaków, które nade mną przeleciało wypełniając całe widoczne niebo. Towarzyszył im niesamowity dźwięk (wielkiej maszyny) oraz jakiś Accipiter, którego omijały jak tłuszcz kroplę detergentu w reklamach płynu do mycia naczyń. Chwilę później okazało się, że wszystkie te szpaki - a było ich „stysiąc”! albo dwa 😉 - nocowały w krzakach zaraz obok obozu, na końcu suchego i początku mokrego obchodu. Przez całą noc było słychać nocne rozmowy szpaków, a rano w okolicach wschodu słońca zaczęły zrywać się do lotu. Wyglądało to jak poranny rozlot gęsi z noclegowiska. Przed momentem „strzału” zaczęły głośniej „gadać”, po czym wszystkie na raz wystartowały z krzaków i zaczęły wirować w powietrzu. Trwało to niecałą minutę, po czym odleciały zostawiając ciszę.
 
Nie mam zdjęcia szpaków, więc wstawiam takie...
 
Zwijanie obozowiska odbywało się stopniowo w kilku etapach. Najpierw część rzeczy pakowaliśmy do samochodu Tosia i Konrada, później chłopaki zawozili to na parking przy tamie, a tam Kwachu pakował te rzeczy do przyczepki i tak kilka razy. Dlaczego tak? Otóż drogi dojazdowe do obozu były już w fatalnym stanie po ostatnich deszczach i przyciąganie oraz co gorsza wyciąganie załadowanej przyczepy, mogłoby się skończyć całkowitym ich zniszczeniem. 
Cała robota poszła sprawnie. Opuściliśmy miejsce obozu jeszcze za widna.
Dziękujemy wszystkim osobom zaangażowanym w pakowanie obozu!




 
Kończymy relacje z sezonu Buka 2020. Obiecujemy zamieścić jeszcze tylko podsumowanie odłowów. W imieniu swoim i Hani dziękuję za uwagę 😁 i na chwilę zasiadamy nad zeszytami obrączkarskimi 👇👇👇
 
 
Jednak nie odchodźcie daleko! Przypominam, że nasz blog jest nie tylko obozowy 😏 Przed nami sezon Akcji Karmnik i podsumowania działalności naszego zespołu w innych projektach obrączkarskich oraz informacje o wiadomościach od naszych ptaków 😀

1 komentarz:

  1. Zaglądam często na tego bloga i jestem pod wrażeniem Waszych ekstremalnych przygód :) Mam cichą nadzieję załapać się na jakąś pentadę w przyszłym sezonie...

    OdpowiedzUsuń

Polecamy posta

Wrześniowe Kalibracje

Pod nieco zagadkowym tytułem opiszemy co ważnego dla światka obrączkarskiego wydarzyło się w pierwszych dniach września na Bukówce.

Popularne posty