środa, 13 kwietnia 2016

O trzech małych puszczykach i dobrym leśniczym.



Przedstawiamy historię trzech małych puszczyków i dobrego leśniczego :) 
 
Trzy małe puszczyki (fot. GPT)


Kilka dni temu,  w leśnictwie Muszkowice (znane z rezerwatu „Muszkowicki las bukowy”) został wycięty stary częściowo wypróchniały dąb rosnący przy drodze leśnej, zagrażający zdrowiu i życiu osób uczęszczających tą drogą. Niestety okazało się, że dąb ten został wcześniej wybrany przez parę puszczyków i krył w sobie dziuplę z gniazdem, której nie dostrzeżono przed wycinką. Leśniczy dowiedział się o zasiedleniu drzewa przez sowy za późno, gdy piły już poszły w ruch i wgryzły się w pień. W tym czasie dorosły puszczyk opuścił dziuplę, pozostawiając w niej cztery młode. Trzy z nich przeżyły upadek swojego małego świata. Leśniczy szybko zareagował i skontaktował się ze znajomymi przyrodnikami, zajmującymi się również nocnymi lotnikami, ale z innej gromady. Wiadomość o pilnej interwencji szybko trafiła do Stacji Ornitologicznej w Rudzie Milickiej. Tam powstał pomysł, żeby dać puszczykom szansę, na powrót do rodziców i dorastanie pod czujnym okiem matki (wzorując się na wydarzeniach,które miały miejsce miesiąc wcześniej w Sopocie). Instrukcja jak zbudować budkę dla puszczyka z ornitologiem w pakiecie szybko trafiła do leśniczego. Tego samego dnia, jeden z pracowników leśnictwa naprędce zbudował budkę, a na miejsce interwencji przyjechał ornitolog. Puszczyki grzecznie czekały na nowy dom w leśniczówce. Ornitolog, oprócz podstawowego wyposażenia  - lornetki, posiadał też obrączki, w sam raz pasujące na puszczykowe skoki.  Przed powrotem do lasu każdy malec dostał na pamiątkę, po jednej takiej obrączce. Budkę zamontował sam leśniczy, na buku rosnącym obok wyciętego dębu, umieszczając ją tak by wejście było zlokalizowane podobnie jak w puszczykowej dziupli. Maluchy trafiły do nowego domu, gdy już robiło się szarzało na dworze. Po zakończeniu akcji, każdy z uczestników interwencji pojechał w swoją stronę i tego wieczora nikt już nie kręcił się przy budce. Puszczyki pozostawione w bezpiecznej lokalizacji, były już zdane na siebie, miały poważne zadanie - musiały dać znać rodzicom, że są całe i zdrowe w nowym domu, a także.... oczywiście głodne.
Nie łatwo jest zaobserwować dorosłą sowę w dzień, więc potwierdzenie, ze akcja zakończyła się sukcesem i rodzice odnaleźli swoje młode, nie było prostym zadaniem dla leśników. Na dodatek obserwacje utrudniały warunki pogodowe, bo zrobiło się zimno i deszczowo. W końcu po dwóch dniach, gdy poprawiła się pogoda, pracownicy leśnictwa, pozostawieni na posterunku, zaobserwowali dorosłego puszczyka wychodzącego z budki.  Czyli udało się!! Jest dowód, że sowy przejęły kontrolę nad sytuacją!!
Nie pozostaje nic innego jak życzyć rodzicom obfitych łowów, a młodym, aby szczęście w życiu ich nie opuszczało ;)


Puszczyk podczas obrączkowania
Rodzeństwo czekające na swoją kolej
Budka dla puszczyków
Montowanie budki na buku
Wprowadzka młodych puszczyków
I kolejny "leci" do budki
Budka z puszczykami w środku
Morał z tej historii taki, że szybka interwencja leśniczego i dobry pomysł ornitologów, oszczędził puszczykom dorastania w sztucznych warunkach i umożliwił szybki powrót do lasu i rodziców :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W interwencji udział wzięli:
 Leśniczy - Maciej Majkowski
pracownik leśnictwa, konstruktor budki - Michał
zaprzyjaźniony przyrodnik - Iwona Gottfried
ornitolog w Stacji Ornitologicznej - Ola Wasińska
ornitolog w interwencji - Gosia Pietkiewicz
ornitolog konsultujący - Sławek Rubacha